Zawsze byłem fanem tzw. literatury faktu a w szczególności rozmaitych wspomnień (także aktorów, ludzi szeroko związanych z massmediami), z których kapią lub lecą strumieniem rozmaite PiP (pierdółki i perełki). Zazwyczaj są to wspomnienia śmieszne, dziwne jak i poważne, nierzadko wstrząsające. W przypadku książki wspomnieniowej o Teleexpressie dominuje pogodny ton. W końcu, jubilat dostojny, a i panowie rozmawiający ze sobą nadal aktywni, choć na głowach szron a w sercu maj ;)
Książka utrzymana w formie wywiadu, niekoniecznie rzeki chociaż dużo nie brakuje. Panowie wspominają, omawiają a wszystko podane w formie sympatycznej, przyozdobionej ciekawymi wtrąceniami graficznymi (telewizorki), z pojawiającymi się anegdotami, listami od czytelników i zdjęciami. Wbrew pozorom nie jest to klasyczna publikacja z cyklu: "pochwalę się wnukom i trochę pobajeruję." Dużo się można dowiedzieć i nie będzie to tylko i wyłącznie rzecz o Teleexpressie...W sumie gdzieś się program w tle przewija, mamy sporo o początkach, prezenterach, różnych akcjach czy samej technice tworzenia ale mam wrażenie, że to jest jedynie stelaż, ramka, do której wrzucono jeszcze...
Właśnie. Co wrzucono? Zerknijcie na tytuły podrozdziałów i już wiecie. Prawie wszystko. Mamy i muzykę (wiadomo!), mamy historię (logiczne!), ale i trochę wtrętów socjologicznych, sporo wiedzy zakulisowej jak i technicznej, "szare życie", codzienność telewizyjną jak i plusy czy minusy zawodu. Panowie tworzą zgrabny duet, uzupełniając się niczym...stare, dobre małżeństwo. A jak już wspomniałem wcześniej, wstawki graficzne są świetne! Minimalistyczne ale pasujące idealnie do konwencji. Wydawnictwo naprawdę się postarało a tego typu pozycji już przegryzłem w swoim życiu sporo. Cóż mogę więcej dodać? Zachęcam do lektury!






