Lubię czytać literaturę, nazwijmy umownie, podróżniczą, szczególnie z mniej znanych rejonów świata lub podróży tropem xyz. Walka z przeciwnościami, ludzie, zręcznie wplatane wątki dotyczące Polski, ciekawostki, wszystko to sprawia, że tego typu literatura rozwija świadomość i budzi do życia. Ale...Chiny bez makijażu nie są takie :)
Jacoby napisał książkę tłustą, napchaną faktami a jednocześnie interesującą. Przedstawia w szerokim kontekście Chiny i widać, czuć, że naprawdę wie o "smoku" dużo a przygotowując książkę odrobił lekcję zbierania i segregowania materiałów. W zasadzie nie potrzeba innych pozycji aby zainteresować się Państwem Środka. Wystarczy Jacoby.
Sensownie wydzielone rozdziały tworzą spójną całość, zarówno o tożsamości, gospodarce, historii, symbolach czy część "w polskich oczach." Boicie się, że będzie nudno i belfrowato, po tym, co wyczytaliście na temat autora? Owszem, w kilku fragmentach maniera nauczycielska daje się zauważyć ale przyznam nie jest to zanadto dla mnie męczące; jednak może być dla kogoś mniej odpornego.
To nie jest czytadło, zapychacz czasu ani klasyczna "książka o..." Chiny bez makijażu są swoistym poradnikiem dla rozpoczynających przygodę z innymi kulturami lub kopalnią informacji dla każdego, kto chce wiedzieć więcej o otaczającym go świecie. Od lat karmieni newsami o budzącym się smoku czy "czerwonym zagrożeniu" tak naprawdę nie mamy wiedzy (poza specjalistami), kim są Chińczycy, ile chińskości w Chińczykach jest albo, jak to wpływa na teraźniejszość Polaków.
Pozostaję życzyć przyjemnej i udanej lektury. Wspomniany minus byłby niewidoczny gdyby książka była nieco bardziej obszerna. Ale i tak daję 8 na 10.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz