sobota, 1 października 2016

Teleexpress 30 lat minęło Maciej Orłoś Marek Sierocki

Zawsze byłem fanem tzw. literatury faktu a w szczególności rozmaitych wspomnień (także aktorów, ludzi szeroko związanych z massmediami), z których kapią lub lecą strumieniem rozmaite PiP (pierdółki i perełki). Zazwyczaj są to wspomnienia śmieszne, dziwne jak i poważne, nierzadko wstrząsające. W przypadku książki wspomnieniowej o Teleexpressie dominuje pogodny ton. W końcu, jubilat dostojny, a i panowie rozmawiający ze sobą nadal aktywni, choć na głowach szron a w sercu maj ;)



Książka utrzymana w formie wywiadu, niekoniecznie rzeki chociaż dużo nie brakuje. Panowie wspominają, omawiają a wszystko podane w formie sympatycznej, przyozdobionej ciekawymi wtrąceniami graficznymi (telewizorki), z pojawiającymi się anegdotami, listami od czytelników i zdjęciami. Wbrew pozorom nie jest to klasyczna publikacja z cyklu: "pochwalę się wnukom i trochę pobajeruję." Dużo się można dowiedzieć i nie będzie to tylko i wyłącznie rzecz o Teleexpressie...W sumie gdzieś się program w tle przewija, mamy sporo o początkach, prezenterach, różnych akcjach czy samej technice tworzenia ale mam wrażenie, że to jest jedynie stelaż, ramka, do której wrzucono jeszcze...



Właśnie. Co wrzucono? Zerknijcie na tytuły podrozdziałów i już wiecie. Prawie wszystko. Mamy i muzykę (wiadomo!), mamy historię (logiczne!), ale i trochę wtrętów socjologicznych, sporo wiedzy zakulisowej jak i technicznej, "szare życie", codzienność telewizyjną jak i plusy czy minusy zawodu. Panowie tworzą zgrabny duet, uzupełniając się niczym...stare, dobre małżeństwo. A jak już wspomniałem wcześniej, wstawki graficzne są świetne! Minimalistyczne ale pasujące idealnie do konwencji. Wydawnictwo naprawdę się postarało a tego typu pozycji już przegryzłem w swoim życiu sporo. Cóż mogę więcej dodać? Zachęcam do lektury!




poniedziałek, 26 września 2016

Zaginione miasto Anny Klejzerowicz


Nie miałem do tej pory okazji zapoznać się z Emilem Żądło i twórczością pisarki ale sądzę, że szybko nadrobię zaległości. 

Książka jest bardzo przyjemnie napisana, rzec by można sympatycznie i młodzieżowo. Akcja jest sensownie i logicznie nakreślona - postacie sprawiają, że czytelnik łatwo się z nimi utożsamia. A zatem jest to klasyczne dobre czytadło, powiecie a ja odpiszę, tak ale...Ale zostawię na później a na razie, bez nadmiernego spoilerowania, dodam, że Zaginione miasto mieści się w szufladce przygodówka z elementami kryminału - tematyka ostatnio modna i dość często brana na warsztat, głównie jako kryminały retro. 

Starsi czytelnicy bez wątpienia znają cykl o Panu Samochodziku. Nie można się oprzeć wrażeniu, że Zaginione miasto mruga do nas okiem i zastanawia się, czy oni także znają Nienackiego ;) Ale Nienacki po latach nie jest już tak świeży jak kiedyś (głównie z uwagi na wtręty ideologiczne i encyklopedyczne podanie "wiedzy", z błędami zresztą). Niestety, już tak u nas pewnie będzie, że tego typu rodzaj czy podgatunek słusznie lub niesłusznie zestawiany z Panem Tomaszem, detektywem amatorem czy bardziej zachodnio, ze spiskami (bez zbędnych nazwisk), uwolni się od duszącego gorsetu gdy pozbędzie się dawki moralizatorstwa - autorce raczej się to udało i dlatego bez wątpienia sięgnę po inne "żądłowe" pozycje. Młodsi czytelnicy zapewne kojarzą ładnie pisane i zakotwiczone w historii opowiadania Pilipiuka. Ten klimat także da się odnaleźć podczas lektury. A gdy dodam, że i Pilipiuk wykańczał Pana Samochodzika pod pseudonimem artystycznym, wszystko ładnie wskakuje na swoje miejsce.



Ok. Było miło. Teraz czas na parę uwag krytycznych. Okładka. Absolutnie nie do przyjęcia, poza kolorystyką. Moje skojarzenia krążą jedynie wokół powieści dla starszych panien, duchem wiecznie młodych - może tak miało być? Jak na fajnie napisaną przygodówkę z ładnie zarysowanym tłem historycznym - okładka odstrasza innych chętnych. Dalej, tło jest sensownie wypośrodkowane, wiadomo, sztuką jest balans między faktami a ich nadmiarem żeby nie zanudzić czytającego. Osobiście, chciałbym więcej ale nie każdy jest historykiem :) Kolejną wadą wg mnie jest nadmierne psychologizowanie postaci, wewnętrzne monologi mogłyby być ograniczone do minimum. Wątek emocjonalny dość płaski i podany mocno pod nastolatka. I to w zasadzie tyle. 

Ogólnie, wbrew pozorom nadal na rynku brakuje podobnych pozycji i podchodzę z uznaniem do każdej próby wypełnienia niszy. Mocne 8 na 10 za pomysł i pociągnięcie intrygi, odejmę pół punktu za zakończenie i półtora za wymienione wyżej wady. Poza tym, jak najbardziej polecam, także z kotem na kolanach!

wtorek, 20 września 2016

Chiny bez makijażu

Lubię czytać literaturę, nazwijmy umownie, podróżniczą, szczególnie z mniej znanych rejonów świata lub podróży tropem xyz. Walka z przeciwnościami, ludzie, zręcznie wplatane wątki dotyczące Polski, ciekawostki, wszystko to sprawia, że tego typu literatura rozwija świadomość i budzi do życia. Ale...Chiny bez makijażu nie są takie :)


Jacoby napisał książkę tłustą, napchaną faktami a jednocześnie interesującą. Przedstawia w szerokim kontekście Chiny i widać, czuć, że naprawdę wie o "smoku" dużo a przygotowując książkę odrobił lekcję zbierania i segregowania materiałów. W zasadzie nie potrzeba innych pozycji aby zainteresować się Państwem Środka. Wystarczy Jacoby.

Sensownie wydzielone rozdziały tworzą spójną całość, zarówno o tożsamości, gospodarce, historii, symbolach czy część "w polskich oczach." Boicie się, że będzie nudno i belfrowato, po tym, co wyczytaliście na temat autora? Owszem, w kilku fragmentach maniera nauczycielska daje się zauważyć ale przyznam nie jest to zanadto dla mnie męczące; jednak może być dla kogoś mniej odpornego. 

To nie jest czytadło, zapychacz czasu ani klasyczna "książka o..." Chiny bez makijażu są swoistym poradnikiem dla rozpoczynających przygodę z innymi kulturami lub kopalnią informacji dla każdego, kto chce wiedzieć więcej o otaczającym go świecie. Od lat karmieni newsami o budzącym się smoku czy "czerwonym zagrożeniu" tak naprawdę nie mamy wiedzy (poza specjalistami), kim są Chińczycy, ile chińskości w Chińczykach jest albo, jak to wpływa na teraźniejszość Polaków. 

Pozostaję życzyć przyjemnej i udanej lektury. Wspomniany minus byłby niewidoczny gdyby książka była nieco bardziej obszerna. Ale i tak daję 8 na 10. 

poniedziałek, 19 września 2016

Powitanie

Witam wszystkich serdecznie na moim blogu!

Na blogu zamieszczać będę krótsze lub dłuższe recenzje i opisy książek, zajawki, wywiady oraz od czasu do czasu konkursy. Mam nadzieję, że będziecie go odwiedzać, czytać i...linkować dalej. 

Nie zamierzam skupiać się na konkretnym gatunku literackim chociaż z pewnością dominować będą teksty z tego, co najbardziej mnie interesuje, czyli kryminały, fantastyka (w każdej odmianie) i książki historyczne, zarówno monografie, popularne jak i publicystyczne. Lubię także wspomnienia, szczególnie związane z kinem, można zatem liczyć i na takie recenzje :) Prawdopodobnie nie będzie poezji a do obyczajówek i romansów da się przyzwyczaić ale nie sądzę, abym dał się skusić - jeśli będą chętni, niech się wykażą goście. 

Czy będą recenzje na prośby czytelników? Nie wykluczam. Wszystko zależy od popularności bloga. Podobnie jak konkursy. Cyklicznie będą się pojawiać, w zależności od hojności wydawnictw. Zamierzam także organizować konkursy, gdzie nagrodami będą książki, na własną rękę.

Życząc miłych wrażeń zapraszam do lektury następnych wpisów.

---
Do poczytania kilka wywiadów z Klubu Miłośników Fantastyki "Sagitta":

http://pbp.sieradz.pl/kmf/category/wywiady/